Dom wg Jonathana Westa

Na stronie Jonathana Westa czeka was sporo wzruszeń i przykładów dobrego smaku. Wybrałam to wnętrze, bo dobrze działa na moje własne wnętrze i samopoczucie.

Czy lubicie chropowate piękno ukryte w zużytych, przekazywanych z pokolenia na pokolenie dodatkach? Dotrzegacie kolor w resztkach odprysków starej farby? A może twierdzicie, że zdjęcia w sepii mają więcej uroku, niż najlepsza grafika komputerowa? Jeśli tak, to wnętrze jest dla was. Jeśli nie, i tak warto zajrzeć.

Ujęła mnie delikatność i jakość. Moją ulubienicą jest karminowa, pluszowa sofa, której chętnie poszukałabym na jakimś pchlim targu. Zachwyciła odwaga, jaką jest pozostawienie całkowicie nieoszlifowanych desek w sypialni. Tam naprawdę można poczuć się jak Indianin. Lampa z kryształków, wiklinowe fotele, każdy z innej bajki, wspaniała paleta kolorów: od barw ziemi po odcienie granatu i bordowego, wnoszą całe morze domowego ciepła i uśmiechu. Weranda jest urządzona tak, jak pokoje. W jadalni mamy chwilę miminalizmu, gdzie wystarczającą rolę gra przeciskające się przez pionowe belkowanie światło. Reszta to już rzecz gustu i dobrego smaku.

Źródło: Jonathan West
Źródło: Jonathan West
Źródło: Jonathan West
Źródło: Jonathan West
Źródło: Jonathan West
Źródło: Jonathan West
Źródło: Jonathan West
Źródło: Jonathan West
Źródło: Jonathan West
Źródło: Jonathan West
Źródło: Jonathan West
Źródło: Jonathan West
Źródło: Jonathan West
Źródło: Jonathan West
Źródło: Jonathan West
Źródło: Jonathan West
Źródło: Jonathan West
Źródło: Jonathan West
Źródło: Jonathan West