Rezydencja na uboczu

Bates Masi to nowojorska pracownia z półwieczną tradycją. To na pewno was przekonuje, że nie interesują ich banalne zlecenia. Szukają wyzwań i znajdują je na całym świecie, od Stanów Zjednoczonych, przez Karaiby, na Europie kończąc. Chcą, żeby ich projekty wpływały na jakość życia i oddziaływały na okolicę. Oto rezydencja zaprojektowana przez Bates Masi.

Surowe, grube, nieokiełznane drewno stołu i wyspy robi wrażenie. Niepowtarzalny sufit wypełniony grubą liną to coś fascynującego. Lampa, która z niego zwisa, odwołująca się do tych, które wisiały w dawnych karczmach, wnosi dodatkową oryginalność. Zarazem w samej kuchni mamy nowoczesny sprzęt.

Bate Massi nie chce niszczyć miejsca, w którym tworzy. Oto idealny przykład architektury zintegrowanej z przestrzenią. Dom wyłania się z zielonego otoczenia, nie burzy harmonii, raczej ją podkreśla swoją formą i kolorami.

Kompozycja cegły, drewna, antyków, wikliny i minimalistycznej sofy tworzy nastrój subtelnego luksusu.

W takim otoczeniu zbrodnią byłoby budować pompatyczy taras. Weranda jest skromna swoimi prostymi deskami. Salon z wielkimi oknami wychodzi na zewnątrz.

Unikatowe meble nie tworzą przypadkowej zbieraniny. Wielki stół sam w sobie jest dziełem sztuki. Dobrano do niego krzesła z innej epoki, ale jak widać nawet ich odmienny kolor niczego nie zakłóca.

Najlepsi malarze mogą zazdrościć tej harmonii. Siwe, surowe drewno kontuaru i prostych półek nie potrzebuje żadnych ozdób. Nowoczesność pozwala właśnie w nim zamontować niewidoczny na pierwszy rzut oka zlewozmywak.

Oto moje ulubione miejsce w tym domu. Przedziwna, tkana sznurem opowieść tu się rozwija. Jesteśmy w warsztacie tkackim? Nic z tych rzeczy. Oto łazienka. Jednolita kompozycja solidnej szafki z wpuszczonymi w nią umywalkami i deskami tworzącymi ścianę została postawiona w wolnej przestrzeni. Niesamowite.

Z drugiej strony mamy minimalizm: piękną wannę ze stojącą baterią i zwykłe haczyki z ręcznikami. Sznur przewijający się przez cały dom daje poczucie intymności i jednocześnie bawi się światłem.

Nawet Budda przysiadł z wrażenia.