Sypialnia Hanny

Niby nic takiego. Po prostu kobieca sypialnia. Ale jak zapada w pamięć! Te kolory, to ciepło, ta czystość i świeżość. Patrzę już któryś raz, wracam do tych zdjęć, zastanawiam się i wciąż nie wiem. No bo co właściwie sprawia, że moje oko tak dobrze czuje się w tym pomieszczeniu? Dlaczego z miejsca robi mi się ciepło w żołądku, lżej w duszy, a na twarzy pojawią uśmiech? To sypialnia Hanny. Nie znam jej, ale wiem, że miałybyśmy wspólne tematy. Bo wiem, że Hanna dostrzega wolność ptaków, którym można jej tylko zazdrościć. Że zna dekadenckie piękno Barcelony. Że jest świadoma, iż żadne nowoczesne oświetlenie nie zastąpi poranka w ramionach świeżego słońca. Zna również nieprzemijającą siłę prostoty – dlatego nie musi nerwowo zakrywać drewnianej podłogi wykładziną. A obok łóżka woli mieć kwiaty niż telewizor. Tak, już lubię Hannę, której w ogóle nie znam.