Sielska posiadłość ze snów

Scarlett O`Hara dobrze czułaby się w moim domu. Jej posiadłość jest esencją amerykańskiego południa. Ale też – moich tęsknot za sielanką, beztroską, życiem prostym i dość przewidywalnym. Zrobiłabym wszystko, że móc żyć w tamtych czasach. Ale zeszłam na ziemię i na niej postanowiłam sobie urządzić mini-posiadłość w miarę współczesnych możliwości. Jestem trochę jak Scarlett. Łatwo się wzruszam. Potrzebuję błyszczącego piękna wokół. Chcę, żeby moje najbliższe otoczenie koiło mój strach przed złem. Dlatego mój dom musi być przytulny, ale także trochę luksusowy. Nie będę ukrywała, mam słabość do marmurów, srebra, kamieni. Mój pies dobrze zna moje potrzeby i zawsze zachowuje się przyzwoicie. Nigdy nie zostawiłby błotnych śladów na naszej lśniącej podłodze. Biel to mój ulubiony kolor. Uosabia niewinność, posągową kobiecość, świeżość. Nie odmawiam sobie luksusów, ponieważ wychodzę z założenia, że trzeba po pierwsze zadbać o siebie. Uwielbiam dotyk miękkich, dobrych jakościowo tkanin i tylko takie staram się mieć w domu. Wizyta w łazience jest dla mnie ceremonią, więc nie szczędzę na bogatych ozdobach, choćby wykwintnej ramie lustra. Lustro, hm, to przecież iście królewski przedmiot!