Prostota i umiar w dużym mieszkaniu

Lubię żyć prosto. Znajomi mówią nawet o pewnej surowości. Czy to złe? Czy każdy musi mieć emocje wypisane na twarzy i od razu obdarzać ludzi ciepłymi słowami? Ja robię to z czasem. A na co dzień potrzebuję pewnej dozy formalizmu, a nawet sztywności, żeby czuć się bezpiecznie. Moje mieszkanie jest takie, jak ja. Proste łóżko, pufy i podnóżki nie muszą kusić żadnymi miękkościami i dodatkami. W końcu wiadomo, do czego służą. Nigdy nie rozumiałem manii gromadzenia drobnych przedmiotów. Według mnie piękno wnętrz kryje się tylko i aż w dobrym rozplanowaniu poszczególnych mebli. Stół ma stać tak, żeby wygodnie było przy nim siedzieć z każdej strony. W sypialni potrzebuję przestrzeni do swobodnego poruszania się między biurkiem a łóżkiem. Ważne jest dla mnie światło w jak największej ilości, ale też możliwość odgrodzenia się od niego za pomocą dobrze dobranych tkanin. W ogóle tkaniny są ważne. Naturalne, proste, może nawet surowe. I koniecznie w tak zwanych kolorach ziemi. W ten sposób, choć jestem dzieckiem miasta, mam poczucie, że nie odcinam się od natury. Dla kwiatów nie mam niestety serca i ręki. Wszystkie usychają. Ale wolę jabłko Apple niż to prawdziwe, które tylko przyciąga owady i szybko się marszczy.