Medytacyjna, jasna kuchnia minimal

Dziś kilka zdań na temat kuchni. To ważny dla mnie rewir. Moje królestwo. Zarówno, gdy jestem sama, jak i przy okazji spotkań z przyjaciółmi. Tu podejmuję ludzi, tu też dbam o siebie. Wcześniej zadbałam, żeby w swojej kuchni czuć się wygodnie. Oznacza to przede wszystkim miejsce do swobodnych działań. Dlatego w kuchni nie mam wyspy. Przestrzeni dla niej jest sporo i wiem dobrze, jakie ma zalety. Ale znam też jej wadę: metrożerstwo. Wolę niezajętą przestrzeń na środku kuchni, żeby swobodnie działać. Udało mi się jakoś to zrekompensować  -wiele przedmiotów pomieścia boczna wnęka narożnikowej szafki. I szczęśliwie nie widać ich po wejściu do pomieszczenia. Zamiłowanie do ładu i oszczędności w stylistyce skłoniły mnie do wybory prostych mebli. Fronty pozbawione uchwytów dają wrażenie spójności i niezakłóconej jednolitości. Ich połysk idealnie przechodzi w blask szyby wypełniającej przestrzeń nad blatem. Hartowane szkło pozwoliło zamontować uchwyty na niezbędne przyrządy kuchenne. Zimą w mojej kuchni bywa chłodno, wiem o tym, w końcu świadomie wybierałam kolory. Ale mam na to prosty sposób. Wyciągam wtedy naczynia w ciepłych barwach. Wystarczy ustawić je na stole w jadalni i efekt jest murowany.