120 metrów, wiele roślin i panoramiczne okna

Żyję jak każdy w mieście – głównie w zamkniętych pomieszczeniach. Ale chciałam mieszkać trochę inaczej. Na tyle, na ile to możliwe. Zapraszam do mojego 120-metrowego apartamentu, który jest pomiędzy tym, co na zewnątrz, a w środku.

Projektanci w punkt odczytali moje intencje. Jak przystało na laika, mgliście nakreśliłam im tylko, czego chcę. Ale oni potrafili to przełożyć na język architektury. Chcę więc przestrzeni, światła, bliskości natury. Ale chcę także nowoczesności, miejsca do odpoczynku wśród sztuki. Jak to możliwe, że wszystko znalazło się właśnie w moim mieszkaniu? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Wystarczy mi, że potrafię docenić efekt. Świetnie się tu czuję. Kiedy tylko przekraczam próg, od razu zalewa mnie światło – dostaje się obficie przez panoramiczne okna. Nie muszę zapominać, że za oknem widzę park. W środku mam cały ścienny panel wyłożony roślinami. Moja wygoda jest dla mnie naprawdę ważna. Zresztą, czy ktokolwiek zupełnie szczerze z niej rezygnuje? Przysiądźcie więc na dokładnie dobranych fotelach i krzesłach. To cisi bohaterowie mojego apartamentu i moje słabość. Nie uznaję kompromis. Nie dla mnie twarde taborety i plastikowe zydelki. Musi być wygodnie. Jak sobie przysiądziesz, tak sobie pomyślisz – znacie to przysłowie?