Chłodny apartament pełen marmuru

Trochę, jak w hotelu. Trochę jak w muzeum. Jak poczulibyście się wy, gdyby ktoś tak urządził wasze mieszkania? Pozornie wszystko jest tu zaprojektowane i wykonane bez zarzutu. Uporządkowana przestrzeń, przemyślane rozstawienie mebli. W wysokim mieszkaniu niska lada kuchenna współgra z wysokością sofy – widać, że włożono sporo pracy w obmyślenie każdego szczegółu. Lampy nie rzucają się w oczy, ale jeśli się na nich zatrzymać, od razu widać, jak dobrze pasują do całości. A jednak uderza tu chłód. Czuć go od razu po przekroczeniu progu łazienki. Szczególnie tam. Marmur zawsze dobrze współgra z łazienkową armaturą. Ale czy koniecznie, jeśli jest ona w rozkroku między tradycją a nowoczesnością? To, co wydaje mi się problemem tej łazienki, jest brak zdecydowania. Czy ma być ona klasyczna czy też spełniać oczekiwania minimalistów? Czarne krany niekoniecznie dobrze pasują do reszty. Razi mnie też kontrast estetyczny między piękną, nowoczesną w formie wanną a marmurem szczelnie wypełniającym szafkę z umywalkami. Marmur, w innym odcieniu, wraca do nas w pokoju dziennym. Choć wyjściowy pomysł jest świetny, to jednak pokój cierpi na… niedobór ciepła. Brakuje tu osobowości mieszkańców, jakichś dodatków, które uczyniłyby tę przestrzeń choć trochę zindywidualizowaną. Na razie mamy anonimowy i przez to chłodny zestaw pomieszczeń godnych wystawnego, ale jednak hotelu.