Minimalistyczne 40-metrowe mieszkanie na wymiar

Jestem minimalistką i nie zamierzam się z tym kryć. Kiedy przyszło mi tu mieszkać, wnętrze nie było tknięte ręką projektanta od lat `60 ubiegłego wieku. Było co robić! Dokonałam kilku kluczowych zmian. 40-metrowe mieszkanie pierwotnie miało balkon. Ale postanowiłam go zlikwidować i pozyskaną przestrzeń wykorzystać na rzecz powiększenia miejsca mieszkalnego. I to było doskonałe posunięcie, ponieważ przybyło nie tylko zakątka do życia, ale przede wszystkim naturalnego światła. Uwielbiam promienie słońca. Jestem jak domowy kwiat, który bez nich usycha. Moje książki są dla mnie ważne, ale nie na tyle, żeby zabierać mi przestrzeń. Dlatego tak ważne było dokładne zaplanowanie półek i regałów. Z efektu jestem zadowolona. Książki przewijają się w całym mieszkaniu, ale nigdzie nie ma ich zbyt wiele. Meble zostały wykonane na zamówienie. Przestrzeni jest tu tak mało, że byłabym gotowa walczyć jak lwica o każdy centymetr. Profesjonaliści zabrali się do sprawy z głową. Według mnie meble doskonale wypełniają miejsca, ale chronią je przed przepełnieniem.

Klitka? Może i wąską mam kuchnię, ale wszystko w niej mogę zrobić. Jasne ściany, mozaika na podłodze, okno. Czy o czymś ważnym zapomniałam? A! Świetnie gotuję.

Uwielbiam kino. Tilda Swinton mieszka ze mną, choć wcale o tym nie wie.