Przepych i luksus w ukraińskim apartamencie

Kiedy byłam mała, wyobrażałam sobie, że żyję w pałacu. Jestem małą księżniczką, a wszystko wokół jest zrobione z myślą o mnie. Świat jest piękny, przedmioty drogocenne i trwałe. I stworzone chyba głównie po to, żeby podtrzymywać mój dobry nastrój. Potem zakochałam się w „Annie Kareninie”. Chciałam słyszeć stukot koni na bruku, jeździć karocą, ubrana w czarne futro. Pożegnanie z dzieciństwem oznaczało tyle, że musiałam się przesiąść w rzeczywistość. Ale przecież wcale nie zerwałam z moimi prawdziwymi upodobaniami! Uwielbiam przepych i wcale się tego nie wstydzę. Dziś już nie jestem księżniczką, ale królową w swoim pysznym świecie złota, marmuru i szkła. Królestwem jest mój dom. Wiem, że nowoczesne wnętrze ma swoje wymagania i wcale nie jest to dla mnie problem. Kiedy siadam w salonie na swoich skromnych, wygodnych sofach, jestem jednak otoczona tym, co lubię najbardziej. Bogato zdobione ramy luster, szklana gablota, wymyślne lampy to mój żywioł. I przestrzeń! Nie dam się zamknąć w jakiejś klitce. Doceńcie jednak moje poczucie humoru. Kiedy znajomy pokazał mi krzesła w modernistyczny, czarny wzorek, nie mogłam się oprzeć. Znajomi, kiedy mnie odwiedzają, są zdziwieni przepychem. Ale jest przecież pozorny. Na korytarzu wita ich mozaika i kandelabry, ale to wszystko tylko umowny przepych. Kiedy siadają przy wygodnym stole, a ja kończę dobrą kolację w kuchni widzą, że równie mocno, co w baśni i przeszłości, żyję w dzisiejszym świecie.