Minimalistyczne mieszkanie

Marmur i szkło. Duet chłodny, czysty, czasem wręcz sterylny. Marmur i drewno. Duet zgodny, cieplejszy, uniwersalny. Drewno i cement. Połączenie chłodu i ciepła, natury i kultury. Chropowatość i przyjazność. Słońce i sztuczne światło. Lepsze i dobre. Prawda i jej imitacja. I znów – dzieło natury i dzieło człowieka. Płytki i płótno. Na takich połączeniach budowane są mieszkania, które nazywamy minimalistycznymi. Ten styl pozwala odetchnąć. Pozwala faktycznie wyciszyć kotłowaninę myśli. Tylko on sprawia, że po przekroczeniu progu, rzeczywiście odcinamy się od świata kiczu, natrętnych kolorów, nadmiaru szczegółów. Tu jako ozdoba wystarczy gruby ścieg na podłogowej matce. Wielki portret. Piękne, opływowe, pozbawione zdobień lampy. Wzrok łagodnie przepływa po gładkich powierzchniach. Nie musi skupiać się na rozpracowywaniu detali. Minimal w tym wydaniu bywa szczytem marzeń. W piątkowe popołudnie, kiedy mamy już wszystkiego dosyć, prozaiczne hasło „dom” staje się synonimem małego, cichego raju.