A gdyby tak przeprowadzić się na barkę?

Dla nas to wielkie zaskoczenie. Dla Holendrów – nic wielkiego. Zamieszkalibyście na barce? Nie takiej, która pływa po holenderskich rzekach. Może być przycumowana do mariny w Rotterdamie lub nawet ustawiona na zawsze w jakimś zadbanym kanale. Rotterdamskie studio BBVH ma na swoim koncie udane projekty w tym zakresie. Oto jeden z nich.

Laura jest artystką, a John prowadzi restaurację. Potrzebowali więcej życiowej przestrzeni, kiedy pojawiły się dzieci. I natrafili na wysłużoną po europejskich żeglugach barkę, która przez lata pływała pod belgijską banderą. W środku chcieli wygody domowego ogniska z zachowaniem pierwotnego charakteru nietypowego miejsca. Dlatego zlecili wykonanie doświadczonym architektom.

Warto docenić efekt, bo właśnie tak można żyć we współczesnych miastach. To szczególnie ciekawa propozycja dla tych, którzy chcą złamać schemat, wiecznie szukają czegoś naprawdę własnego. Architekci zachowali całe pierwotne wyposażenie barki  - instalacje umożliwiające sterowanie i nawigację. Największym wyzwaniem było dostarczenie do środka wystarczającej porcji światła. Najważniejszą decyzją było stworzenie aż 12 świetlików, przez które sączy się naturalne słońce. Żeby dodatkowo zwalczyć naturalny dla barki mrok, opatulono ściany grubą warstwą pianki budowlanej, na którą położona została jasna sklejka. Efekt rozświetlenia jak murowany.

W wyposażeniu przeważają bardzo osobiste i oszczędne sprzęty. Widać, że każdy mebel ma tu swoją historię i wartość większą, niż materialną – jest osobisty. Tak skonstruowane eklektyczne wnętrze nie może mieć żadnych mielizn.